Twój koszyk jest pusty

Wspomnienia Aleksandra zu Dohna - esesman z wyrzutami sumienia

Wilhelm Hermann Alexander zu Dohna-Schlobitten był niemieckim księciem i junkrem. Najbardziej zasłynął z rozbudowy pałacu w Słobitach, którego był właścicielem. Poświęcił temu przedsięwzięciu całe swoje dorosłe życie. Napisał pamiętnik, w którym opowiada o rozterkach związanych z partią hitlerowską i jego członkostwie w SS.


Aleksander von Dohn na tle pałacu w Słobitach

Dziewiętnastoletni książę

Ojciec Aleksandra – Richard Emil zu Dohna, z uwagi na wybuch wojny w 1914 r. w Prusach Wschodnich, wywiózł całą swoją rodzinę do krewnych w Darmstadcie (obwiał się ofensywy armii radzieckiej). Aleksander zdał tam maturę i w 1918 r. został wysłany na front wschodni. Jednak w okolicach Kurska zastało go zawieszenie broni. W tym samym roku zmarł jego ojciec, tym samym Aleksander, będąc najstarszym synem Richarda, stał się księciem i właścicielem fideikomisu w Słobitach. Jak cała arystokracja uznał on abdykację cesarza Wilhelma II i przekształcenie monarchii w republikę za prawdziwe nieszczęście państwa niemieckiego. Skłoniło go to ostatecznie do postawy opozycyjnej wobec Republiki Weimarskiej. Marzył o restytucji cesarstwa, przyjaźnił się z wnukiem cesarza, także Wilhelmem.

Jako członek delegacji Heimatbund pertraktował w Monachium na przełomie 1922 i 1923 r. z przywódcą NSDAP, Adolfem Hitlerem. Ponieważ jednak Hitler usiłował podporządkować sobie Heimatbund, rozmowy spełzły na niczym. W 1925 r. z radością przyjął wybór feldmarszałka Hindenburga na prezydenta z ramienia obozu prawicowego, ale rozczarował się do niego w 1932 r., gdy prezydent pozwolił upaść gabinetowi Heinricha Brüninga, przywódcy katolickiej partii Centrum, którego Dohna poznał osobiście w 1931 r. i którego rządy bardzo mu odpowiadały.

Poparcie dla partii hitlerowskiej

W całym tym chaosie politycznym Aleksander zu Dohna w listopadzie 1932 r. podjął decyzję, aby oddać głos na partię hitlerowską. Hitlerem zachwycała się wieś, ale program NSDAP popierało też wielu znajomych, przyjaciół i krewnych Aleksandra. Pod wpływem swojego kolegi szkolnego, adiutanta Himmlera, Karola Wolffa, został kandydatem SS, ale nie był członkiem NSDAP. Istniał ważny powód tej decyzji. Aleksander chciał usunąć ze stanowiska gauleitera Prus Wschodnich Ericha Kocha. Podjął nawet w tym celu rozmowy z Göringiem, ten jednak nie zdecydował się na ruch przeciwko pupilowi Hitlera. Koch szybko zorientował się w zamiarach Dohny, który miał potem z tego powodu wiele nieprzyjemności. 

Rozterki niemieckiego księcia

Dohna dużo czasu poświęcał rozmyślaniom nad wewnętrzną sytuacją polityczną, jeszcze przed wybuchem II wojny światowej przeżywał rozterki. Nie popierał bojkotu żydowskich kupców, nie podobała mu się również samowola SA i propaganda przeciwko Kościołowi. Wiele dała mu również do myślenia tzw. noc długich noży, czyli krwawa rozprawa z SA w 1934 r. Jednak miał również bardziej osobiste powody, które zraził go do ruchu hitlerowskiego. Zabroniono mu kontaktów z byłym cesarzem, który przebywał wówczas w Holandii, kazano mu zrezygnować z usług adwokata, który był pół-Żydem, wywierano również presję, aby wystąpił z zakonu joannitów. Z tego powodu pewnego dnia wrzucił odznakę SS do wody, co miało symbolizować zerwanie z ideologią hitlerowską. Jednak aby wzmocnić swoją pozycję wobec NSDAP i w jakiś sposób uniezależnić, po odbyciu szkoleń został podoficerem rezerwy 4 pułku kawalerii w Olsztynie.

Flaga z swastyką

W 1939 r. tragicznie zmarł jego dziesięcioletni syn Richard, który jak wszyscy uczniowie należał do Hitlerjugend. Na jego pogrzebie Aleksander kazał pokryć trumnę syna herbem Dohnów, odrzucając flagę ze swastyką.

Kampania polska

W 1939 r. Dohna odbył kampanię polską, a potem brał udział w wojnie przeciw Jugosławii i Grecji. W wspomnieniach Aleksandra z tego okresu przebija duma ze zwycięstw niemieckich.

Wojna z Związkiem Radzieckim

Ta wojna wzbudziła w niemieckim księciu dużo refleksji i wątpliwości. Po latach przejrzał swój pamiętnik i dokonał surowej samokrytyki. Wyrzucał sobie zobojętnienie i nieczułość wobec straszliwych wydarzeń, których był bezpośrednim świadkiem ale również częściowo współsprawcą. Ocenił swój dziennik jako dokument otępienia i duchowego zdziczenia, ponieważ za mało było w nim dezaprobaty dla sposobu prowadzenia wojny przez Niemców, nie do końca przeciwko samej armii sowieckiej ale przeciwko ludności cywilnej. Oburzał się wewnętrznie ale widząc i słysząc jak specjalne jednostki SS (Einsatzgruppen) rozstrzeliwały Żydów, m.in. pod Lwowem czy patrzył jak niepotrzebnie podpalane są wsie, biernie obserwował bezmiar okrucieństwa. Obawiał się mówić głośno o swoich rozterkach, dlatego milczał stając się współwinnym zbrodni. Przeczuwał też, że kiedyś Niemcy odpowiedzą za swoje postępowanie. Pomimo odczucia, że poczynania Niemców wobec Rosji są nieludzkie, czuł dumę z tego, że jest trybikiem w ogromnej maszynerii toczącej się na Wschód. Czerpał też satysfakcję z faktu, iż jego dywizję wymieniano w komunikatach naczelnego dowództwa Wehrmachtu jako chlubę armii. On sam uznał otrzymane odznaczenie bojowe za dzielną postawę pod Dniepropietrowskiem za duży zaszczyt.

Pozytywny aspekt wojny

Aleksander widział też pozytywną stronę tego okresu. Chodziło o kształtowanie się silnej więzi koleżeńskiej i odpowiedzialności dowódców za życie i bezpieczeństwo podległych im żołnierzy. Jego dywizja, i on sam, przestrzegała międzynarodowych prawideł prowadzenia wojny, zachowywali się poprawnie wobec miejscowej ludności. Było to rzeczą łatwą, ponieważ Ukraińcy traktowali Niemców (przynajmniej początkowo) jako swoich wyzwolicieli. Jak wspomina Aleksander jeden ze starszych mieszkańców z wdzięczności ofiarował mu nawet ikonę. Dohn umieścił ją później w zbiorach w pałacu w Słobitach.

Przydział do 14 korpusu pancernego

Po kilkumiesięcznej służbie w nasłuchu radiowym w Smoleńsku Alesander zu Dohna otrzymał we wrześniu 1942 r. przydział do 14 korpusu pancernego wchodzącego w skład 6 armii generała Friedricha von Paulusa. Przeżył tu piekło kotła stalingradzkiego. Doskwierał mu głód, wszy, nieustanne zmęczenie, brak opieki medycznej, wreszcie beznadzieja wojny, chociaż jeszcze w czasie Bożego Narodzenia 1942 r. większa część wojska ufała Hitlerowi, w tym także sztab 6 armii (z wyjątkiem Paulusa), że uratuje ich z okrążenia. Aleksander wbrew osobistym rozkazom führera zabronił strzelać do arlamentariuszy Armii Czerwonej, była to wielka odwaga z jego strony. Pomimo tak trudnego położenia, wojsko niemieckie nie uległo rozprzężeniu, niemal do momentu kapitulacji nie poddało się nastrojom panikarskim, walczyło dzielnie; wspomagali je wiernie dońscy Kozacy.

Ratunek

W jaki sposób Aleksander zu Dohna uratował się spod Staliningrad? Paulus wiedział, że pójdzie do niewoli, dlatego postanowił odesłać do naczelnego dowództwa papiery, odznaczenia oraz inne dokumenty. W związku z tym sztab armii wytypował kuriera lotniczego, który został właśnie Aleksander. Paulus nakazał mu jednocześnie, aby zgodnie z prawdą powiedział Hitlerowi, że odpowiedzialność za zgubę 6 armii spada osobiście na niego, naczelnego dowódcę. Jednak otoczenie Hitlera nie pozwoliło Aleksandrowi spotkać się z führerem osobiście, w obawie przed wybuchem wściekłości z jego strony.

Front włoski

W 1944 r., wiosną, Dohna odesłano na front włoski. Odmówił on tu wykonania rozkazu. Odmówił rozstrzelania wziętych do niewoli na tyłach armii niemieckiej żołnierzy amerykańskich. Miał wiele szczęścia, że sam nie został za ten czyn rozstrzelany. Został jednak zdegradowany i odesłany do Prus Wschodnich, co osobiście mu odpowiadało. W jego aktach odnotowano także, że jest niepewny politycznie. Aleksander nie poprzestał jednak na postępowaniu wbrew rozkazom Hitlera i ponownie podjął niebezpieczną dla siebie decyzję. W ostatnich dniach wojny wpłynął na generała Augusta Brauera, który obsadził miasteczko Verden nad Aller i miał nakaz je bronić do ostatniego naboju. Dohn wezwał do natychmiastowego złożenia broni i poddania się Amerykanom, co też August uczynił. Dzięki Aleksandrowi ludność i miasteczko zostały ocalone.

Zamach na Hitlera

Niemiecki książę miał kontakt z wieloma osobami, które zaangażowały się w spisek przeciw Hitlerowi. Jednym z przykładów jest rozmowa z Henningiem von Tresckowem i z jego adiutantem Fabianem von Schlabrendorffem, która odbyła się w 1942 r. w Smoleńsku. Próbowali oni dokonać zamachu na Hitlera, ale nie zdecydowali się wciągnąć do spisku Aleksandra. Służąc pod Paulusem, przyjął od pułkownika Fritza Jägera zadanie wysondowania, który z oficerów byłby skłonny zaangażować się przeciwko Hitlerowi. Jednak rychłe zamknięcie 6 armii w kotle stalingradzkim czyniło sprzysiężenie bezprzedmiotowym. Często rozmawiał ze swoim wujkiem- geberałem Heinrichem zu Dohna z Tołkin w powiecie kętrzyńskim, o potrzebie zgładzenia Hitlera. Terminu zamach nikt nie znał. Aleksander nie wiedział również, że hrabia Heinrich przewidziany był w kręgu pułkownika hrabiego Klausa Schenck von Stauffenberga na dowódcę królewieckiego okręgu wojskowego. Po zamachu z 20 lipca 1944 r. Heinirch zu Dohna został skazany na karę śmierci, podobnie jak wielu innych spiskowców, z którymi Aleksander spotykał się w Tołkinach. Aleksander był również przesłuchiwany przez gestapu, ale udało mu się uniknąć aresztowania i represji.

Ewakuacja do zachodnich Niemiec

W styczniu 1945 r. Aleksander zu Dohna poprzez Pomorze Gdańskie i Zachodnie ewakuował do zachodnich Niemiec ludność ze swoich majątków jeszcze przed nadejściem Armii Czerwonej. Zrobił to wbrew przeszkodom ze strony NSDAP. Miał świadomość, że Prusy Wschodnie nie będą należały do Niemiec, dlatego opuszczał swoją ojczyznę i dom w bardzo złym nastroju i poczuciu krzywdy. „Po wojnie włączył się w nurt działalności rewizjonistycznego ośrodka Göttinger Arbeitskreis, którego podstawowa teza głosiła, że utrata przez Polaków wschodnich obszarów nie upoważnia ich do rekompensowania ubytków przez włączenie do swego państwa dawnych terenów niemieckich. Dohna wspierał rewizjonistów finansowo i merytorycznie. We wspomnieniach komentował jednak samokrytycznie te działania: „Nikt wówczas nie mógł przewidzieć, że cele, które nam przyświecały, i tezy, które reprezentowaliśmy, niedługo potem, dzięki politycznemu rozwojowi wydarzeń, doprowadzą nas do absurdu”.” Pod wpływem słynnego memorandum Ewangelickiego Kościoła Niemiec w 1966 r., stało się dla niego jasne, że Niemcy nie mają prawa zgłaszać roszczeń do byłych ziem wschodnich. Zmienił on wówczas swój stosunek do Polski i zaczął ją odwiedzać, poznając kraj i ludzi. Zyskał tu wielu przyjaciół i nawiązywał kontakty z muzeami w Elblągu i Olsztynie.

Książka służąca pojednaniu

Niemiecki książę Aleksander w epilogu swojego pamiętnika podkreślił, że całkowicie zgadza się ze słynnym przemówieniem prezydenta Richarda von Weizsäckera wygłoszonym w 1985 r. w czterdziestą rocznicę zakończenia П wojny światowej. Jemu również leżało na sercu pojednanie ze Wschodem, a szczególnie z Polską.

Ostatnią myślą autora wspomnień było to, iż jego książka może posłużyć pojednaniu. Jak pisze Janusz Jasiński - „Jest to głęboka, uczciwa opowieść o skomplikowanym, uwarunkowanym przez historię życiu, szczere przedstawienie wewnętrznych zmagań, rozterek, książka o słabościach i wzlotach, o szukaniu prawdy, o ważkich, odważnych decyzjach, które budzą optymizm i jednocześnie szacunek dla Autora, Alexandra zu Dohna”.

*Opracowano na podstawie artykułu: Janusz Jasiński, Książka służąca pojednaniu, Komunikaty Mazursko-Warmińskie nr 3, 457-463, 1993.

Redaktorka DIPP

Nina Herzberg-Zielezińska

Myślę, że mogłabym siebie określić jako pasjonatkę i obrończynię zabytków. Jestem poszukiwaczką interesujących miejsc oraz historii. W realizowaniu wytyczonych sobie celów czy projektów jestem ambitna i uparta. Krótko mówiąc nie daje łatwo za wygraną. Od życia oczekuję samych pozytywnych wrażeń. Choć kocham swoje rodzinne miasto – Wejherowo – to uwielbiam podróżować, nie tylko za granicę ale również po Polsce. 

Moja przygoda z obiektami rezydencjalnymi rozpoczęła się od wycieczki do pałacu w Karżniczce i pomysłu na pracę magisterską. "Historyczne rezydencje powiatu wejherowskiego - krajobraz kulturowy i narracje"  dały początek mojej nowej pasji. To wtedy rozpoczęłam poszukiwania dworów i pałaców i odkryłam, że jest ich naprawdę dużo. Obecnie pracuję nad skatalogowaniem wszystkich obiektów rezydencjalnych w całej Polsce. 


Ostatnie artykuły

(Nie) najgorsze wakacje w radońskim dworze

| Nina Herzberg-Zielezińska | Blog
(Nie) najgorsze wakacje w radońskim dworze Portal Dwory i Pałace Polski objął patronat nad publikacją Iwony Pastuszka-Vedral (Nie) najgorsze wakacje w radońskim dworze! Sprawdź moją recenzję tej w...

Odkrywając Pomorze: Nowa seria przewodników

| Nina Herzberg-Zielezińska | Blog
Mikroprzewodniki na mikrowyprawy - nowa seria ebooków Mikroprzewodniki na mikrowyprawy to seria ebooków, która powstała z inicjatywy czworga pasjonatów, dzięki której możesz lepiej poznać wojewódz...

Z Wejherowa do Choczewa - czyli historia Marie-Else von Diezelsky z domu hrabiny Keyserlingk

| Nina Herzberg-Zielezińska | Blog
Marie-Else von Diezelsky z domu hrabina Keyserlingk Marie-Else von Diezelsky, z domu hrabina Keyserlingk, była postacią o nieprzeciętnej wrażliwości i wszechstronnych zainteresowaniach. Pochodziła...

Odkryj luksusowy hotel na Kaszubach - pałac w Godętowie

| Nina Herzberg-Zielezińska | Blog
Odkryj pałac w Godętowie Pałac w Godętowie (obecnie Pałac Godętowo Hotel Restauracja & Events) był siedzibą wielu znamienitych rodów pomorskich. Został kompletnie zrujnowany w latach 90-tych X...

logo dwory i pałace polski

Copyright © 2020 Dwory i Pałace Polski. Powered by Indico S.C.  & Joomla! CMS 

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Znajdż nas na:

Instagram Facebook Facebook youtube

Kontakt

Indico S.C. , Przyjaźni9, 84-215 Gowino
NIP: 5882424318, REGON: 366309509

Kontakt z redakcją:

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.