♕DIPP: Cz. 3 serii wpisów o Luizie von Krockow
Podziel się:
  • Home
  • Blog
  • Luiza von Krockow cz. 3 - po co książce okładki?

Luiza von Krockow cz. 3 - po co książce okładki?

Zachęcamy do zapoznania się z trzecią opowieścią z serii o Luizie von Krockow. 


Louise von Krockow książka bez okładki

Książka hrabiny Luizy

Hrabina Louise von Krockow wydała swoją książkę - projekt szkoły dla osieroconych i zubożałych dziewcząt ze stanu szlacheckiego i mieszczańskiego - trzy razy, w latach 1793, 1797 i 1800. Jak znaleźć tę książkę dzisiaj? Trzeba powiedzieć, że dzięki akcji digitalizacji starych druków przez Google dziś jest o wiele łatwiej uzyskać dostęp do tekstów z XVIII i XIX wieku niż jeszcze 10-15 lat temu. Jednak kiedy w 2005 roku zainteresowałam się tym tekstem po raz pierwszy, świat piętrzył przede mną dziwaczne przeszkody.

Najpierw udało mi się znaleźć ten tekst w katalogu w Bibliotece Naukowej PAN, ale nie myślcie, że w normalnym aktualnym katalogu. Nie mam pojęcia, co oni tam robili między 1945 a 2005 r., może grali w bierki i wymyślali kolejne sposoby na obronę książek przed czytelnikami, w każdym razie książka występowała tylko w starym niemieckim katalogu, w ciężkich szufladach, w zakurzonej sali gdzieś w głębi. Były tam dwie karty - jedna odnosiła się do pierwszego wydania z 1793 r. (Paedagogische Ideen), druga do trzeciego z 1800 r. (Rath und That zu einem guten Werke).

Postanowiłam książkę wypożyczyć. Pracowałam już wtedy na UG, miałam doktorat z obozów koncentracyjnych i myślałam, że zdobędę tym świat. Albo przynajmniej książkę z biblioteki. O nie, skarbie, nie ma tak łatwo. Takie cuda to można było sobie wyobrazić najwyżej w Staatsbibliothek Berlin albo dzisiaj na Google. Wtedy okazało się, że jak nie jestem SAMODZIELNYM PRACOWNIKIEM NAUKOWYM, to nic z tego. Dyskutowałam chyba z godzinę na temat tego, że jestem samodzielna, umiem wiązać sznurowadła, gotować i rozwieszać pranie, ale nie dali się złamać. Nie ma habilitacji, nie ma czytania starych książek, których istnienia nie poświadcza aktualny katalog. Dali mi światełko w tunelu, czyli zaświadczenie, które miał wypełnić mój profesor, że Sacha nadaje się do czytania książek, nie napluje na nie i nie poleje ich kawą. Profesor zaświadczył, poszłam więc z zaświadczeniem i taka w ogóle uskrzydlona, bo mniej więcej wiedziałam, o czym będzie książka Louise - pisał o niej wcześniej inny profesor.

Nadszedł ten dzień. Wizyta w czytelni PAN. Przyniesiono mi pudełko, w którym znajdowały się różne, luźne druki. Między innymi poszyt, o który tak walczyłam. Co to znaczy? Miałam przed sobą książkę zszytą z kilku arkuszy papieru, bez twardej oprawy, której można było się spodziewać. Rzeczą, której nigdy bym się nie spodziewała - skoro o książce ktoś przede mną pisał - był fakt, że poszyt był nierozcięty.
Książka była taka, jakby wyszła z drukarni. I tak też było w XVIII wieku: czytelnik kupował poszyt, a następnie niósł książkę do introligatora, gdzie dopiero przycinano karty i dorabiano oprawę wedle życzenia nabywcy.

Zamarłam. I jak ja mam teraz przeczytać książkę? Siedziałam w zamarciu z dziesięć minut, widząc przed sobą moją walącą się karierę naukową w zakresie piśmiennictwa kobiet w okresie Oświecenia. Następnie poszłam do bibliotekarki i spytałam się, co robić. Ta z burknięciem, jakbym była nieznośną muchą, wzruszyła ramionami.
- No co ma pani robić? Tu jest nóż.

I tak, uzbrojona w drewniany nóż, zaczęłam czytać "dziełko" Louise von Krockow, rozcinając kartę za kartą. Te brzegi, które tam widzicie na zdjęciu, zrobiłam ja, Sacha. Samodzielnie.



dr Magdalena Izabella Sacha

Autorka artykułu:

dr Magdalena Izabella Sacha

Magdalena Izabella Sacha pochodzi z Olsztyna, a w Trójmieście i jego okolicach mieszka od czasów rozpoczęcia studiów na Uniwersytecie Gdańskim (1998: praca magisterska z filologii polskiej pod kierunkiem prof. Jerzego Sampa, 2000: praca licencjacka z filologii germańskiej pod kierunkiem Angeliki Fuks). W latach 1998-2000 pracowała jako wolontariuszka w Miejscu Pamięci Buchenwald (Weimar, Niemcy).

W latach 2001 – 2009 prowadziła Muzeum Regionalne we wsi Krokowa na Nordzie – filię Muzeum Prus Zachodnich w Münster. Od 2004 roku jest adiunktem w Katedrze Kulturoznawstwa Uniwersytetu Gdańskiego i wykłada podstawy wiedzy o kulturze, muzealnictwo oraz wiedzę o regionie. Jej sarkastyczne komentarze błędów studenckich na Facebooku cieszą się ogromną popularnością. Jest to forma nowoczesnej metody dydaktycznej, która z roku na rok skutecznie wpływa na podwyższenie poziomu prac pisemnych.


Ostatnie artykuły

Hannibal Smoke: Dolny Śląsk bez tajemnic

| Patrycja Grygoruk | Blog
HANNIBAL SMOKE: DOLNY ŚLĄSK BEZ TAJEMNIC Hannibal Smoke jest pisarzem, dziennikarzem i fotoreporterem. Autorem powieści kryminalnych i bestsellerowych albumów historycznych o Dolnym Śląsku. Jak sa...

Maciej Mischok: ratuje mauzoleum rodziny Schaffgotschów

| Nina Herzberg-Zielezińska | Blog
Mauzoleum rodziny Schaffgotschów Każdy pasjonata obiektów rezydencjalnych na pewno słyszał o perle opolszyzny, czyli pałacu w Kopicach, a raczej o jego ruinach. Dziś chcielibyśmy Państwu ...

Joanna Lamparska opowiada o obiektach rezydencjalnych Dolnego Śląska

| Nina Herzberg-Zielezińska | Blog
Wywiad z Joanną Lamparską Zachęcamy do przeczytania wywiadu z Joanną Lamparską, dziennikarą, podróżniczką i autorką wielu książek o obiektach rezydencjalnych i historii Dolnego Śląska.  ...

Poznaj Henrykowskie Stowarzyszenie w Siemczynie

| Nina Herzberg-Zielezińska | Blog
Henrykowskie Stowarzyszenie w Siemczynie Odkryj Henrykowskie Stowarzyszenie w Siemczynie, które powstało w 2005 roku, dzięki działalności braci Andziaków, właścicieli pałacu w Siemczynie. ...